W dusznych murach pracowni alchemicznej krzątają się rozlane w ciemności postury dwóch mężczyzn. Płyn wirujący wolno w miedzianym naczyniu fosforyzuje zieloną poświatą, która oświetla pochylonego nad opasłą księgą Nekromantę. Widmowe światło rysuje na ścianie kontury człowieka o twarzy zasłoniętej maską z rogatej czaszki jelenia. Skórzana rękawica trzeszczy, zaciska się na czymś, i do garnka skapuje powoli krew. Stojący nieco w tyle młody adept sztuki tajemnej przygląda się wszystkiemu uważnie i wodzi wzrokiem od złowrogiej postaci Mistrza do próbówek i przyrządów na stole.
Wreszcie jego spojrzenie skupia się na flaszce alkoholu:
– A ta wódka to po co, Mistrzu?
– Do picia, debilu.